Zaniepokojeni podeszli do niej powoli. Okazało się, że dziewczyna trzyma w ręce maskę, taką samą jaką nosili ich wrogowie. Wszyscy wciągnęli powietrze. A więc czasami je zdejmują.
- Co tam się do cholery dzieje?! - Wszyscy usłyszeli nerwowy i zły głos Nory w słuchawkach.
- Znaleźliśmy ich maskę. - Odpowiedział Nando. Przez dłuższą chwilę w słuchawkach nic nie było słychać. W końcu Generał odezwała się sztywno.
- To nic nie znaczy. Mógł ją któryś zgubić kiedy... Kiedy zajmowali się naszym Oddziałem.
Wszyscy wiedzieli, że to niemożliwe, ale nikt nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Łatwiej było zrozumieć, czuło się wtedy ulgę, mimo że nie do końca wierzyło się w to co im powiedziała Sapowsca.
Dostali rozkaz, żeby dalej przeszukiwać teren. Po kolejnych pięciu minutach skończyli.
- A więc te wszystkie nerwy na nic? - Spytała niedowierzająco Szimi.
- A mieliśmy zostać bohaterami... - Jęknął Grunnie.
- Jeszcze wojna przed tobą. - Mruknął Nando.
Lorreine odwróciła się by odejść w stronę Jeepa. Sięgnęła do ucha i wyłączyła słuchawkę mówiąc:
- Do zobaczenia, pani Generał.
Już miała ruszyć z górki kiedy zdała sobie sprawę, że pod jej nogami nie ma gruntu. Z niemym okrzykiem spadła ciężko, raniąc sobie nadgarstek. Nad jej głową rozległ się krótki okrzyk. Spojrzała w górę i zobaczyła krawędź otworu przez, który wpadła mniej więcej siedem metrów wyżej. Zaklęła cicho.
- Nie jesteś ranna? - Spytał Percy wychylając się za krawędź by móc ją zobaczyć.
- Chyba zwichnęłam nadgarstek. - Odpowiedziała przytulając ranną rękę do ciała. Była zbyt daleko by usłyszeć całą dyskusję prowadzoną na górze a do tego była lekko zaślepiona bólem prawej ręki. Docierały do niej tylko strzępy rozmowy:
- Lina została w Jeepie...
- Tam może być niebezpiecznie...
- Czemu ona ma takiego farta?...
Już miała do nich krzyknąć, że ona też tu jest i wypadałoby ją włączyć do dyskusji, kiedy usłyszała szuranie butów. Zamarła i po raz pierwszy rozejrzała się. Zobaczyła tunel prowadzący w ciemność. To stamtąd dobiegało szuranie. Ktoś tu szedł, a ona ranna i przez to bezbronna siedziała na tyłku zbyt sparaliżowana by krzyknąć o pomoc. Kiedy odgłos kroków stał się bardzo bliski zebrała w sobie siły i krzyknęła- Ktoś idzie!!! Głosy nad nią zamarły, szuranie również. Ten ktoś musiał ją usłyszeć, nie było innej możliwości, był tak blisko. Czyżby się jej nie spodziewał? Ta nienaturalna cisza trwała mniej więcej sekundę. Potem przy końcu tunelu, czyli zbyt blisko niej, zobaczyła ludzką sylwetkę. Lore krzyknęła, po czym zapadła ciemność...
***
- Nie można jej tak zostawić! - Upierał się przy swoim Percy.
- Trzeba zawołać o pomoc i powiadomić Oddział. - Upierała się przy swoim Greta.
Tuż przed tym jak Lorreine wpadła do tej przeklętej dziury wszyscy wyłączyli słuchawki.
- Więc pójdźmy na kompromis. - Zaproponował Jasper. - Ja z Percym, Grunniem i Nando pójdziemy po nią a wy zaczekacie na pomoc, po czym wejdziecie do tej dziury za nami.
- Nie możemy się na to zgodzić. - Zaoponowała Szimi. - To zbyt niebezpieczne, wyleją nas za to, że pozwoliłyśmy wam pójść. Was też za to, że złamaliście rozkaz. „Zabraniam schodzenia w jakiekolwiek dziury.” Pamiętacie?
- W nosie to mam. - Warknął Percy. - Tu liczy się każda sekunda! Może zdołamy ją uratować. Potem powiemy, że nie byłyście w stanie nas powstrzymać.
Spojrzał na Nando, Grunniego i Jaspera, żywo pokiwali głowami. Nie patrząc na dziewczyny skierowali się ku dziurze.
***
Bolała ją głowa i było jej zimno. Lore odruchowo naciągnęła kołdrę po brodę. Nie poczuła kołdry, albo chociażby koca. Usiadła gwałtownie przypominając sobie ostatnie wydarzenia. Niestety, zmiana pozycji spowodowała gwałtowny i ostry ból w prawym nadgarstku. Syknęła i odruchowo przyciągnęła rękę do piersi. Zobaczyła, że jest usztywniona i starannie zabandażowana.
- Nie powinnaś wstawać. - Powiedział damski głos. Lorreine rozejrzała się szybko. W drzwiach, których wcześniej nie zauważyła stała drobna rudowłosa dziewczyna. - Jestem Tatum. To ja opatrzyłam ci rękę i głowę. - Lore dotknęła głowy. Poczuła bandaże a pod nimi piekący ból. - Luke trochę za mocno cię uderzył. Ale nie miał złych chęci. Bał się że go zaatakujesz.
Lore nie odezwała się. Kim była ta dziewczyna? Skoro była jedną z Zamaskowanych, czemu była miła i czemu jej nie zabili?
- Nie należę do grupy, którą nazywacie Zamaskowanymi. Wyjaśni ci to mój przywódca, ale na razie nie radziłabym wstawać. Może ci się zakręcić w głowie. Jak się nazywasz?
Lore zastanowiła się czy może jej powiedzieć swoje nazwisko? Nawet jeśli nie jest Zamaskowaną, to mogła słyszeć o jej bracie.
- Na imię mam Lorreine.
- Lorreine jak? - Dopytywała się Tatum.
- To zachowam dla siebie. - Rudowłosa dziewczyna kiwnęła głową.
- Tutaj i tak nie używa się nazwisk, uważa się je za zbędne. Postaraj się jeszcze przespać, za godzinę może dwie wrócę po ciebie. - Powiedziawszy to wyszła zostawiając Lorreine samą.
Zamknęła ciężkie, stalowe drzwi, potem Lore usłyszała dźwięk zamykanych zatrzasków. Miała nadzieję, że nie są to źli ludzie i że Percy z grupą już starają się jej pomóc. Zakręciło jej się w głowie, więc znów położyła się na materacu, na którym siedziała. Mimo jej woli powoli osunęła się w płytki i niespokojny sen.
***
Po kolei wskoczyli do dziury. W momencie, kiedy dziewczyny na górze włączyły słuchawki i zameldowały się pani Generał masywna pokrywa zamknęła otwór. Zrobiło się tak ciemno, że nie widzieli czubka swojego nosa.
- Więc to coś ma jakiś czujnik. Zamyka się gdy wyczuje elektronikę. - Powiedział Jasper.
- To by wiele wyjaśniło, w końcu wyłączyliśmy słuchawki, tuż przed tym jak Lore tutaj wpadła. - Odpowiedział Percy próbując włączyć latarkę. Nie działała. Słuchawki też. Grunnie zaklął.
- Tu nic nie działa. Ciekawe czy broń odpali.
- Broń nie jest elektroniczna, powinna działać. - Odpowiedział Jasper.
- Jeśli nie to mamy przerąbane. - Jęknął Grunnie.
Powoli i po omacku ruszyli tunelem.
***
- Mam na imię Trevor, jestem przywódcą bandy, którą widzisz. - Mówił chłopak, miej więcej 28 letni do Lorreine. Na twarzy miał bliznę, biegnącą od prawego oka do lewego koniuszka ust. Była poszarpana, wyglądała jakby Trevor miał coś przyczepione do twarzy i wyrwał to siłą.
Lore spojrzała po osobach zgromadzonych wokół niej. Siedem osób, łącznie z przywódcą. Kiedy się przyjrzała zobaczyła, że wszyscy mają blizny na twarzach, tylko w różnych miejscach i mniej widoczne, niż u Trevora. Na przykład Tatum miała bliznę biegnącą po kości podbródka, była cienka i ledwie widoczna.
- Nie musisz się nas bać, chyba, że sama nas zaatakujesz.
Słowa te wywołały u Lore gniew.
- Nie muszę?! Moi poprzednicy z Oddziału też nie musieli? - Zapytała wściekła.
Trevor zachował spokój.
- Nie mieliśmy wyjścia. Strzelali do nas, wybiliby nas co do jednego, bez słowa wyjaśnienia. Zrobiliśmy to w obronie własnej
- Kim jesteście? Skoro nie zamaskowanymi i nie Oddziałowymi to kim? - Zmieniła szybko temat.
- Wyklętymi przez jednych i drugich. Jesteśmy ludźmi zbyt dobrymi i łaskawymi dla Zamaskowanych a równocześnie zbyt źli i ze zbyt złymi korzeniami dla Oddziałowych. Ukrywamy się tu przed światem, który nas nie zaakceptuje. - Zrobił pauzę. - Zauważyłaś nasze blizny? To ślady po zdjęciu maski. Ja pierwszy ją ściągnąłem, a właściwie zerwałem. Z czasem nauczyłem się je ściągać prawie niewidocznym kosztem. Zrywając je zerwaliśmy z Zamaskowanymi. A u nich to niewybaczalna zdrada.
- Byliście u naszych Generałów? Czy tylko sądzicie, że was nie przyjmą? - Spytała Lore.
- Oczywiście, że byliśmy. I to u tego ważnego, Cadwallera. Zabił trójkę naszych, którzy nie zdążyli uciec.
Lorreine zastanowiła się. Cadwaller. Zdrada. Nie znała swojego Generała za dobrze, ale wiedziała, że jest nieufny. Ich historia musiała wydać mu się dziwna.
Ale czy Percy wiedział o wszystkim? Jeśli tak to jak mógł pozwolić Cadwallerowi na coś takiego? Ich historia była odrobinę podobna do mojej. Pomyślała Lore. Mi Generał też nie do końca zaufał, przez mojego brata. Przez myśl przeszła jej myśl: Czy to dla tego mój brat zdradził? Bo był po ich stronie?
- Czego ode mnie chcecie? - Zapytała w końcu.
- I tutaj mamy problem. - Westchnął Trevor. - Nie możemy cię puścić, bo wszyscy dowiedzą się gdzie jesteśmy. Zabić cię nie wypada, bo nie zrobiłaś nic złego, nie jesteśmy potworami. Z drugiej strony będą cię szukać. Czwórka z twoich przyjaciół już weszła do tunelu. A jeśli będą chcieli cię odzyskać siłą, zabijemy ich. A wtedy ty spróbujesz się zemścić i ciebie też zabijemy.
Trevor mówił o tym jakby to była kwestia drugiego śniadania. Lore się to nie podobało. Wpadła na pomysł...
__________________________________________________________________________________________________________________________________
Tym rozdziałem koʼnczę maraton początkowy :D
Na następny rozdział, chętnych, zapraszam w poniedziałek :)
A ten rozdział jak się wam podobał? c:
wtorek, 20 sierpnia 2013
Rozdział piąty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz