Szli w milczeniu. Nie mieli odwagi się odezwać, albo chociaż głóśniej tupnąć.
Szli w cięmności i potwornym smrodzie szybkim tepem. Co jakiś czas pokazywał się szczur, albo coś podobnego.
Kiedy zbliżyli się do wyjścia odetchnęli głęboko świeżym powietrzem.
Rozległ się alarm.
- Ruszać się! - Zawołał facet stojący w cieniu jakieś 50 metrów dalej.
Pobiegli do niego mając nadzieję, że to Michael Worple, a ten nie przyglądając im się ruszył w głąb lasu.
Biegli przez długi czas aż dotarłi do jeepa ukrytego w krzakach.
Jasper i Grunnie wzięli przykład z chłopaka i zapakowali się do samochodu.
Kiedy ruszyli odezwał się luźnym tonem:
- Więc jesteście Jasper i Dorian?
Pokiwali twierdząco głowami.
- A ty Michael Worple. - Ni to stwierdził ni to zapytał Grun.
- Mhm. - Potwierdził.
Jasper przyjrzał mu się. Zawsze wyobrażał go sobie jako starszą i męską wersje Lore, tymczasem Michael miał cięmne kręcone włosy i szare oczy. Jedyne co wydawało się ich łączyć to była szczupła sylwetka...
- Czy Lore na prawdę nie żyje? - Zapytał nagle bezbarwnym tonem.
- Nie wiemy. - Odezwał się Jasper smutno. - Była z wyklętymi...
- Cholera. - Zaklął Worple. - Wyklęci zostali pojmani i wczoraj rozstrzelani. Nie było z nimi mojej siostry. - Mamrotał pod nosem. - I Trevora. - Dodał.
- A co z resztą naszych? - Zapytał Grunnie.
- Większość Oddziałowych uciekła, jeżeli o to pytasz. - Odparł. - Wasz oddział przysporzył Ikerowi sporo kłopotu. Stracił dziesięciu ludzi.
- Skąd to wszystko wiesz? - Grunnie wytrzeszczył oczy.
- Zamaskowani nie zdają sobie sprawy z tego ilu szpiegów jest w ich szeregach. - Powiedział z uśmiechem.
Jasper spojrzał przez okno. Jechali szybko. Byli już na szosie.
- Chyba musisz nam opowiedzieć wszystko od początku. - Westchnął i spojrzał na brata swojej przyjaciółki. - Jeszcze nie jestem pewien czy mogę. - Odparł powoli. - Zdecydowałem się was uratować bo moje źródła mówią, że Lore wam ufa. A ja ufam jej w 100%.
- Masz sieć informatorską w Oddziałach i u Zamaskowanych?
W odpowiedzi kiwnął głową.
- Zdradziłem Oddział bo dowiedziałen się o Wyklętych. - Powiedział. - Nie mogłem patrzeć na Cadwallera. Powiedziałem o tym Percy'emu, ale on wolał zostać...
- Ale Percy dowiedział się o Wyklętych tydzień temu. Razem z nami. - Zdziwił się Grunnie.
- Niemożliwe, przecież... - Urwał. - Chyba, że pracował dla Zamaskowanych i też szukał Wyklętych...
- Niemożliwe. - Prychnął Grunnie. - Przecież to Percy Dawlish. To nie jest możliwe.
- Jest, jeśli od początku jest tym kim jest. - Odparł spokojnie Michael. - I ma podstawy do tego by być prawdą. Okłamał was w sprawie Wyklętych i nie było go z nimi... wczoraj.
- Lore też nie było. - Odparł Jasper.
- Ale ona jest moją siostrą. - Powiedział twardo. - A Igor mnie nie nawidzi. Zrobi wszystko by mnie znaleźć.
- Zastanawia mnie jedna rzecz. - Odezwał się Jasper. - Po kiego dołączyłeś do Zamaskowanych?
- Uciekłem z Oddziału, rozeszła się plotka, że jestem zdrajcą. Znaleźli mnie i gdy dowiedzieli się, że znam prawdę powiedzieli: współpraca albo śmierć. - Jego słowa były pozbawione emocji.
Zjechali z głównej drogi.
- Gdzie jedziemy? - Zapytał Grun.
- Do siedziby Ruchu Oporu. - Odparł dumnie Worple.
W zasięgu wzorku pojawiło się zwykłe gospodarstwo domowe.
- Jakim cudem jeszcze was nie znaleźli? - Zdziwił się Jasper. - Tak blisko...
- Jesteśmy w gościnie u ludzi, którzy tu mieszkają. - Powiedział Michael. - Zawsze jak jest kontrola pożądnie się ukrywamy a pan Kobela z żoną udają zwykłe małżeństwo.
Kiedy dojechali, nie zdążyli dobrze wysiąść gdy na Doriana rzuciła się mała osóbka.
- Robi! - Westchnął przytulając ją mocno.
- Co oni tutaj robią? - Zawołał Worple do faceta stojącego w wejściu. Wyglądał na trzydzieści lat, był wysoki, masywny i łysy.
- Uciekali z Oddziału. Mieliśmy zostawić ich na pastwę Zamaskowanych? - Odezwał się niskim głosem.
Jasper rozejrzał się i zobaczył kilka znanych twarzy: siostry Charlie i Liz, Vane, Cyryl, Izzy i jeszcze dwójka, których imion nie pamiętał...
Podszedł do nich i z każdym uściskał się jakby nie widział ich od lat.
"Przynajmniej oni..." Chdziło mu po głowie.
- Wiecie, że nie możecie tu zostać i nic nie robić? - Odezwał się Michael.
- Już im to mówiłem... - Mruknął łysy.
- Ale teraz ja mówię. - Worple dźgnął go w żebra z uśmiechem. Tak na prawdę cieszył się, że jest ich coraz więcej.
- A co masz zamiar zrobić? - Odezwała się Liz.
Chłopak popatrzył na każdego z osobna zamyślony i powiedział:
- Odbić moją siostrę.
***
Kiedy Lore znowu ocknęła się w swojej celi było jasno.
Podniosła się do siadu. Poczuła ból w klatce piersiowej. Ale znacznie mniejszy niż ostatnio.
Podniosła koszulkę i zobaczyła opatrunek.
- Nie chcą, żebyś umarła tylko, żebyś zaczęła mówić. - Odezwał się znany Lorreine głos.
- Przecież mówię. - Odparła wściekłym głosem.
- Obrażanie Igora się nie liczy. - Percy uśmiechnął się mimo woli.
- Czego chcesz? - Zapytała. - Przecież ty wiesz, że mówię prawdę! Ty wiesz, że myślałam, że on nie żyje! - W jej głosie przez chwilę słychać było rozpacz.
- Igor nie wierzy. Poza tym ja nie mam nic do gadania.
Lore wstała ciężko powstrzymując jęk bólu i podeszła do krat.
- Jesteś zwykłym śmieciem, Dawlish. - Powiedziała a jego mina zmieniła się w maskę. - I przysięgam, że zabiję cię choćby było to ostatnie co zrobię w życiu.
- Nie będziesz miała okazji. - Szepnął. - Przyniosłem ci jedzenie. Ale twoje nastawienie do mnie pokazuje, że nie jesteś głodna.
Odszedł.
Lore obejrzała celę w świetle dnia. Nic w niej nie było, żadnego łóżka ani ubikacji...
Chwilę po odejściu Percy'ego strażnicy wyciągneli ją z celi i zaprowadzili do tej samej sali co wczoraj i przywiązali do tego samego krzesła po czym zostawili ją samą.
Sala nie miała okien. Jedynym źródłem była ta brudna żarówka powieszona tuż nad jej głową. Nie rzucała żadnego cienia...
Każda minuta wydawała się wiecznością...
Potem do sali wszedł Igor. Na trzeźwo Lore dostrzegła, że ma siwe,krótkie włosy. Zielona maska była wyraźnie widoczna na białej cerze...
"Maski są wszywane pod skórę. Nie można ich od tak zdjąć, na noc czy do kąpieli." Powiedział jej Trevor. Teraz czas, który spędziła w jaskiniach wydawał jej się tak odległy jak dziecinstwo...
- Dzisiaj wyglądałabyś dużo lepiej gdyby nie to. - Powiedział dotykając jej policzka. Tego, w które wczoraj ją uderzył.
- Chciałabym powiedzieć to samo o tobie, ale nie widzę twojej twarzy. - Odparła uśmiechając się krzywo.
- Czy wczoraj się czegoś nauczyłaś? - Zapytał.
- Na pewno nie tego gdzie jest mój brat. - Odparła. Zamaskowany machnął ręką.
- Dawlish potaierdził twoją wersję. - Powiedział.
- To czemu jeszcze mnie tu trzymacie, żywą? - Zapytała i od razu pojęła. - Bo jestem przynętą... - Wyszeptała.
____________________________________
Po długim czasie, ale jest!
Jak się podoba?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz