poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział drugi.

Stała na środku hali w spodenkach do kolan w stylu hawajskim i długą białą koszulką. Czuła się jak idiotka; na trybunach zgromadziło się wszystkie trzydzieści sześć osób. Łącznie z Generałem, który uważnie ją obserwował, ale Lore nie miała czasu myśleć o tym co on do niej ma. Wiedział, że coś jest nie tak, ale zwycajnie nie miała do tego głowy...
Coś czuła, że walki przed publicznością nie będą jej ulubionym zajęciem. Wzięła głęboki wdech i poprawiła gąbkowe rękawice.
Miała zamiar pojechać do Hiszpanii.
Na halę wszedł Cyryl. Pod napiętą koszulką widać było wyćwiczone mięśnie. Krótko ścięte włosy, na codzieʼn nosił okulry. Z wierzchu wyglądał na zwykłego chuderlaka. Lorreine zapomniała, że nie jest już w szkole, tylko w wojsku i to nie byle jakim, w Oddziale. Patrzyła bez słowa jak Cyry zakłada ochraniacz na zęby i rękawice.
Za chwilę skopie mu zadek. 
Stanęli naprzeciwko siebie i unieśli ręce. Sędzia (Percy) zadmuchał w gwizdek na znak, że mogą zaczynać.
Zrobił pierwszy ruch, zwykły prawy sierpowy, bez przeszkód zrobiła unik.
Popytała ludzi, przed walką, o ciosy. Bez ograniczeń, byle nie dotkliwie zranić. Mówią na ten pojedynek na pięści, bo tak się przyjęło, ale prawda była inna.
Przez jakiś czas atakowali, ale bez skutecznie. Dziewczyna poczuła, że się męczy i postanowiła zaatakować kolanami, ale do tego musiała się znaleźć dostatecznie blisko. Tak jak podczas pojedynku z Robie. Zaatakowała brzuch przeciwnika, odparł cios bez większych problemów, lecz nie spodziewał się, że druga ręka tak szybko zaatakuje z tej samej strony. Lorreine natychmiastowo przesunęła się w lewo i podcięła Cyremu nogi. Chłopak w ostatniej chwili odzyskał równowagę. Lore zaklęła pod nosem. Zwinny. Spróbujmy siłowo. Natarła na niego prawie zwalając go z nóg swoim ciężarem. Odepchnął ją, niestety dla niego Lorreine okazała się szybsza. Zanim zdążył na dobre odzyskać równowagę, już leżał na ziemi.  Uśmiechnęła się do siebie i wypluła ochraniacz. Podała rękę Cyrylowi, ale on odrzucił ją, wstał i szepnął jej do ucha:
- Brat będzie z ciebie dumny, potępieńcu. - Po czym wymaszerował dumnie z hali. Popatrzyła za nim smutnie. Niektórzy powinni nauczyć się przegrywać, albo chociaż nauczyć się grzeczności. Zastanowiło ją tylko skąd wiedział o jej bracie, i czemu nazwał ją akurat potępieńcu. Może ma to coś wspólnego z generałem? Albo miały potwierdzić się jej najgorsze obawy...
*** 
Kolacja odbywała się zaraz po wieczornym pojedynku. Wszyscy mieli już być na miejscach, kiedy wojujący wejdą na jadalnię. Kiedy Lore pojawiła się w drzwiach, głodna jak wilk, powitały ją oklaski.
- Gratuluję wyjazdu do Hiszpanii. - Powiedział Vane, chłopak, z którym siedziała przy stoliku.
- Przynajmniej ty wiesz czy pojedziesz. - Odparła Greta. Wyglądała jak mały elf. Niewinny i dobroduszny. Lorreine widziała ją na strzelnicy. Greta nie była grzeczna w żadnym calu. Ktoś kto tak posługuje się bronią, nie może być niewinny.
- Percy pewnie już wie, kogo weźmie. - Westchnął Vane.
- Kiedy nam powie? - Spytał Supp. Anthony też dotarł tu wczoraj, razem z Lore i nie bardzo (tak jak ona) orientował się w Oddziałowych regułach postępowania.
- Za trzy dni. - Powiedziała Robie. - Cwaniak nie puści pary z ust ani minuty przed naradą. 
Lorreine wróciła myślami do Pierwszego Oddziału. Jej brat był tam, razem z jednym z jej szefów. Percy był jednym z najwyżej postawionych osób w wojsku. Pełne trzy lata wojny przetrwały tylko dwie osoby. Percy i Generał Cadwaller.
Oficjalnym rozpoczęciem wojny był 21 grudnia 2012r. ale stan przedwojenny trwał dłużej. Na początku grudnia tamtego pamiętnego roku utworzono Oddział. Rząd pozwolił na zaciągnięcie 200 ludzi. 60 zostało zabitych podczas pierwszego starcia w Afryce. Trójka ludzi została poważnie ranna, nie była w stanie uczestniczyć w naradzie. 137 osób zginęło w budynku głównym Oddziału. Dwójka ocalałych z grudnia 2012 żyje do dziś. Jeden zniknął w tajemniczych okolicznościach. Podejrzewa się go o zdradę. 
Przez moment Lore miała ochotę zapytać Percy'ego o Michaela. W końcu doszła do wniosku, że gdyby miał coś do powiedzenia powiedziałby jej o tym kiedy siedzieli w jej pokoju. Kiedyś myślała, że jej brat był trzecim ocalałym, że może nie zginął tak jak im powiedzieli... Miała taką nadzieję ponieważ nigdy nie podano nazwiska zdrajcy. Ale z drugiej strony Lore jako jego siostra nie mogłaby uwierzyć, że Michael zdradził. To było niemożliwe. Nie Michael. Ciekawe co by powiedział na to, że jego siostrzyczka weszła na jego miejsce.
Uśmiechnęła się.
Teraz ja jestem na wojnie, drogi bracie. Pomyślała.
***
- Przeczytam nazwiska osób będących w grupie pomocniczej dla Hiszpanii: przywódca: Dawlish Percy. Pozostali uczestnicy: Worple Lorreine, Cadwaller Jasper , Spinnet Greta, Grunnion Dorian oraz Darcy Szimonetta. - Powiedział Cadwaller. 
Na sali rozległy się podekscytowane szepty. Ta szóstka miała jutro opuścić obóz i wyjechać na, być może, jedną z najważniejszych misji w historii tej wojny. Generał podniósł rękę i zaległa cisza.
- W razie gdyby nasze przypuszczenia się sprawdziły, zostanie wysłana jeszcze jedna grupa, ośmioosobowa z naszego Oddziału i grupy pięcioosobowe z wszystkich innych Oddziałów na całym świecie. Reszta pozostanie na swoich stanowiskach w celu ochronnym. - Generał odchrząknął. - Zwracam się do uczestników wyprawy. Zaraz po naradzie macie się udać do Dawlisha po instrukcje. Jutro o świcie ruszacie. Proszę się rozejść. - Dodał na koniec do wszystkich.
***
- Mamy zabrać tylko najbardziej potrzebne rzeczy. Broń dostaniemy od Oddziału na drogę. Zostaniemy również wyposażeni przez Oddział Hiszpański na miejscu. - Mówił Percy na ich małej naradzie. Stali w małej grupce w auli.
Lorreine spojrzała po twarzach piątki jej towarzyszy. Percy był skupiony, Grunnie widząc jej spojrzenie uśmiechnął się nerwowo, Jasper patrzył gdzieś w kąt zamyślony,Greta słuchała w skupieniu Percy'ego a Szimi patrzyła w swoje stopy z niewyraźną miną. Widać było, że wszyscy przejmują się zadaniem jakie im powierzono. Dawlish miał wybrać najlepszą piątkę w tutejszym Oddziale. Oznaczało to, że byli najlepsi. Nie mieli dzięki temu najweselszych min.
- Nie przejmujcie się tak bardzo podróżą. - Ciągnął Percy. - Pojedziemy Jeepem Oddziałowym, w pełni uzbrojeni. Nie będzie to najwygodniejsza podróż, ale jakoś to przetrwamy.
__________________________________________________________________________________________________________________________________
I jak się podoba?
Nie jestem dobra w pisaniu początków i rozkręcenie zawsze zajmuje mi chwilę, ale jutro już będzie lepiej :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz