poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Prolog.

Patrzyła na nich wyczekująco. Nic nie mówili. Poczuła jak opuszczają ją siły. Wiedziała, że nie będą zachwyceni, ale mogli się przynajmniej odezwać. Nawrzeszczeć na nią. Ale nie! Oni będą milczeć.
- Tato, Susan? - Spytała niepewnie.
- Wiesz czego od nas oczekujesz? - Spytała Susan.
- Susan, zadaję sobie sprawę z tego, że to nie jest dla was łatwe, ale ja tego chcę. - Powiedziała Lorreine.
- Skąd mamy wiedzieć, że nas nie okłamujesz? Że tak naprawdę chcesz uciec z tym facetem i wziąć szybki ślub w Vegas? - Spytał Simon, co najgorsze nie żartował. Percy chyba to wyczuł bo odezwał się pewnie i mocno:
- Już mówiłem państwu kim jestem. Pokazałem na to odpowiednie dowody. Jestem tu tylko w funkcji formalnej i bezpieczeństwa. Proszę państwa o potwierdzenie, że zgadzają się państwo na pomoc córce w tym co zamierza robić.
- Ależ ona jest jeszcze dzieckiem! - Odezwała się płaczliwie Susan.
- Ukończyła liceum i ma jedne z najlepszych predyspozycji w kraju do zostania...
- Już słyszeliśmy o tej waszej wojnie, panie Dawlish. - Warknął Simon. - Co jak co, ale nie zamierzam pozwolić by moja córka stała się żołnierzem w jednej z najniebezpieczniejszych wojen w historii.
- Tato, nie masz wpływu na to czy dołączę do ich szeregów. - Powiedziała Lorreine stanowczo. - Masz tylko powiedzieć, czy mi pomożesz gdy będę potrzebowała pomocy.
Lorreine niedawno skończyła osiemnaście lat. Mogła sama podejmować decyzje. Ale nie mogła ignorować rodziców, zwłaszcza po tym co przeszli na rzecz tej głupiej wojny.
- Dajcie nam chwilę na zastanowienie się. - Powiedziała stanowczo Susan. Kiedy Lore z Percym wyszli z kuchni do jej pokoju chłopak odezwał się:
- Byłoby mniej kłopotów gdybyś uświadamiała ich co się dzieje od początku. - Miał zostać za kilka dni jednym z jej szefów. Był krępą dwudziestojednoletnią szychą w wojsku, a dokładnie w oddziale zajmującym się aktualną wojną. Żaden inny z oddziałów w niej nie uczestniczył. Percy nie wyglądał jak żołnierz. Miał długie ciemne włosy spięte w ciasny kok, był wysoki i szczupły, mimo tego widać było, że często trenuje bo pod luźną koszulą widać było mięśnie.
- Wybacz, że nie chcą by ich córka brała udział w najokrutniejszej wojnie w historii. - Powiedziała Lorreine.
- To nie znaczy, że zaszkodziłoby gdybyś ich poinformowała o tym jakie masz predyspozycje.
- Już widzę jak to przyjmują: „Mamo, tato wiecie, w końcu odkryłam swój talent! To zabijanie, krzywdzenie i szpiegowanie ludzi! Czy to nie cudowne?!”
- Nie byłoby to dla nich takim ciosem, Lore.
- Tobie łatwo mówić, masz to za sobą. - Powiedziała a Percy zamilkł. Wyczuła, że nie powinna tego mówić. Zmieniła tor ich rozmowy.
- Poza tym to nie jedyny powód dla którego nie chcą się zgodzić. - W odpowiedzi spojrzał na nią smutno. - Miałam kiedyś brata. Był jednym z pierwszych, którzy się zaciągnęli na Oddział. Wyglądał jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale się powstrzymał. Lorreine po zastanowieniu, nie zamierzała ciągnąć dalej tej rozmowy. Pomyślała o Michaelu. Był trzy lata starszy od niej. Był jednym z tych, którzy próbowali zapobiec wojnie. Wszyscy zginęli wykonując to zadanie. Prawię wszyscy. Trójka osób została wcześniej ranna i nie brała udziału w naradzie 21 grudnia 2012 roku. To było ich wybawieniem. Podczas zamachu na budynek gdzie odbywała się narada zginęli wszyscy. W budynku nie było ani jednego cywila, sami żołnierze. Datą tą ogłoszono początek nowej wojny, nowej ery. Podczas kolejnych trzech lat działań zginęło mnóstwo osób z całego świata...
Zadaniem Oddziału było zniszczyć wrogów i chronić ludzi. To właśnie do Oddziału chciała dołączyć Lorreine. Dokładnie do tego Międzynarodowego.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - Spytał po chwili milczenia Percy.
- Oczywiście, że tak.
- Dlaczego? - Dopytywał się.
- Bo chcę pomagać ludziom. Pomścić brata. Pokazać tym draniom, że z Oddziałem się nie zadziera.
- Możesz tego żałować.
- Masz chyba namawiać ludzi do Oddziału a nie ich zniechęcać.
- Nie chcę żebyś tego żałowała. Nie karmimy was opowieściami o tym, że będzie dobrze. Będąc jednym z nas jest prawie pewne, że zginiesz. Doskonale wiesz, że mało komu udaje się przeżyć rok w Oddziale.
- Wiem. Ale choćbym była parę sekund od śmierci nie będę żałować. Będę wiedzieć, że moja śmierć nie poszła na marne bo jedno życie kogoś z Oddziału to jedno uratowane życie cywila.
- Jej słowa chyba zrobiły na Percym wrażenie, bo nie odezwał się więcej.  Kiedy Susan i Simon weszli do pokoju zastali Percy'ego i Lorreine w milczeniu.
- Dostaniesz nasze błogosławieństwo. - Powiedział Simon. - Ale to nie znaczy, że pochwalamy twoją decyzję.
Gdyby nie grobowe miny rodziców, Lorreine rzuciłaby się im w ramiona
________________________________________________________________________________________
Witam prologiem! Mam nadzieję, że doprowadzę tę historię razem z jakimiś czytającymi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz