poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział czwarty.

- Witajcie w Bilbao! Miło was poznać! - Powiedziała na ich widok kobieta, która na oko miała trzydzieści pare lat. Miała cechy typowej hiszpanki, nie licząc akcentu. - Jestem Nora Sapowsca. Tutejszy Generał. - Na szarym rękawie munduru miała czarną opaskę.
Lorreine zrobiło się głupio. Należeli do tej samej organizacji, nie powinni też nosić opasek? Chociaż, gdyby mieli nosić opaski po śmierci kogoś z innego oddziału, stałaby się nierozłącznym elementem stroju.
- Miło mi panią poznać. - Powiedział Percy formalnie. - Jestem Percy Dawlish a to moi towarzysze: Dorian, Jasper, Lorreine, Szimonetta i Greta. Oddział Międzynarodowy. - Lore była mu wdzięczna, że nie użył nazwisk. Generał i tak się dowie, ale przynajmniej teraz nie będzie musiała dręczyć się z czujnymi spojrzeniami.
Zasalutowali przed wyższej rangą Norze.
- Spocznij! - Powiedziała z uśmiechem. - Nie musicie bawić się w formalności. Jesteście naszymi gośćmi. Jak widzicie powitała was tylko garstka ludzi. - Powiedziała do grupy wprowadzając ich do budynku. - Tuż przed tym jak wyruszyliście do nas zostaliśmy zaatakowani gdy wracaliśmy z obchodu terenowego z nowymi. Straciliśmy kolejną piątkę ludzi. Zamiast 21 ludzi zostało nas zaledwie 11. To żałośnie mało. - Głos jej się załamał, ramiona opadły; widać było, że przestaje sobie radzić...
- Jeśli okaże się, że coś jest pod ziemią w tym przeklętym miejscu, będzie dużo lepiej. - Powiedział życzliwie Percy. - Może nawet uda się zakończyć ten cholerny konflikt. 
Nora pokiwała głową.
- Pewnie jesteście głodni i zmęczeni. Pokaże wam gdzie będziecie spali a potem zejdziemy na kolację.
Lorreine podejrzewała, że kwatera Hiszpańskiego Oddziału mieści się w dawnym ośrodku sportowym, połączonym z małym motelikiem. Generał Sapowsca zaprowadziła ich do małego żółtego pokoju.
- Tu będą spały dziewczyny a tuż za drzwiami faceci. Macie wspólną łazienkę i kuchnię bo śniadania i kolacje jemy w pokojach a nie na jadalni. Można powiedzieć, że to takie dwupokojowe mieszkanie. - Uśmiechnęła się smutno. - Rozgośćcie się a ja wrócę za piętnaście minut i zaprowadzę was na jadalnię. 
Po tych słowach szybko wyszła. Lore westchnęła.
- Sprawy mają się trochę koszmarnie. - Percy potwierdził kiwając smutno głową.
- Potrzebują pomocy.
- Ale po to tu jesteśmy, co nie? - Powiedział dla otuchy Grunnie. 
Faceci poszli odnieść rzeczy do swojego pokoju. Okazał się większy i ładniej urządzony od dmskiego. W żółtym pokoju stały tylko trzy łóżka, nocne szafki i z sufitu dyndała żarówka. Pokój facetów był fioletowy miał dwie szafy, trzy łóżka, duże szafki noce a na nich ładne, duże lampki
.- Ale musimy coś ustalić w sprawie łazienki, nieokrzesane typy. - Powiedziała Szimi. - Rano dziewczyny wchodzą pierwsze, faceci opuszczają za sobą deskę i nie smrodzą, jasne?
- Co rozkażesz, księżniczko. - Ukłonił jej się Grunnie.
***
- Zdaję sobie sprawę z ogromu nieszczęścia jakie was spotkało. - Mówił Percy do całego Hiszpańskiego Oddziału zgromadzonego na jadalni. - Stracić tylu ludzi w tak krótkim czasie. Tym bardziej dziękuje w imieniu swoim i mojej grupy za takie miłe przywitanie nas tutaj. Mam wielką nadzieję, że uda nam się wam pomóc i razem zakończymy tą wojnę. 
Lorreine pomyślała, że Dawlish wygląda teraz strasznie. Jego zacięty wyraz twarzy kontrastował ze smutnymi oczami. Wyglądał jak prawdziwy przywódca, którego wszyscy potrzebowali. Pomyślała, że żaden Generał nie jest w stanie dać im tyle jako przywódca co dał i da im Percy.
Nora siedziała za nim cicho ocierając oczy rękawem szarej wojskowej bluzy. Przestawała sobie radzić. Hiszpaʼnski Oddział był najbardziej poszkodowany. Ginęło tu najwięcej ludzi... Można pomyśleć, że przybyli w ostatnim momencie by uratować ten kraj przed ich wspólnym wrogiem.  Kiedy Percy usiadł na początku długiego stołu przy którym wszyscy siedzieli cicho odezwał się chłopak który siedział naprzeciwko Lorreine
- Hej, jestem Fernando Deni, dla przyjaciół Nando. - Miał życzliwy uśmiech i ładne oczy. Od razu zyskał sympatię Lore.
- Lorreine krócej Lore. - Przedstawiła się z uśmiechem.
- Jesteś bardzo delikatna; nowa? - Spytał bezpośrednio.
- Można powiedzieć, że mam niecały tydzień. - Odparła nieco urażona. Wyglądał na zaskoczonego.
- Musisz być dobra, skoro w tak krótkim czasie dostałaś misję. I to nie byle jaką.
- Jutro się przekonasz.
***
- Opiekujesz się nim tam? - Pytała Robie Lore.
- Pewnie. Jest bezpieczny w moich rękach. - Opowiedziała Lorreine.
Robie martwiła się o swojego chłopaka, Grunniego. Tuż przed wyjazdem wymusiła na Lore przysięgę, że zrobi wszystko by sprowadzić go całego do głównego obozu.
- Nic mu nie będzie. Przynajmniej póki ja jestem na chodzie.
- Super. - Powiedziała Robie z ulgą. Jakby podejrzewała, że Lore nie traktuje jej poważnie.
- Jak ci się podoba Hiszpania?
- Chłodno i pochmurno. - Pożaliła się Lorreine. - Ale dobrze by było gdyby jutro nie było za ciepło.
- Idziecie w teren?
- Dokładnie. Wstaniemy o wczesnej godzinie żeby dowiedzieć się czegoś o tym miejscu, a potem wio!
- Czyli jeśli jutro przeżyjecie, będzie dobrze? - Upewniła się Robie.
- Nie do końca. Może się okazać, że tam nic nie ma, i że jechaliśmy na darmo.
- Będzie dobrze. - Zapewniła siebie Robie. - To na razie, mamy kolację.
- Pa. - Lore rozłączyła się.
***
- Teren na który się wybieracie należy do pasma gór zwanych Asturia. Miejsce w tych górach do którego się udacie znajduje się daleko od drogi i jakiegokolwiek wejścia. Zwykła, twarda skała. - Mówiła Generał Nora pokazując miejsce na mapie. - Jakiś rok temu w tej okolicy zaginął jeden z naszych żołnierzy. Nie przywiązywaliśmy do tego większej wagi bo dwa kilometry stamtąd próbowano przechwycić naszą ciężarówkę z bronią. Waszym zadaniem jest wejść na plażę i zorientować się o co tam chodzi. Ewentualnie poszukać jakiś dróg dostania się pod powierzchnię. Zabraniam schodzenia w jakiekolwiek dziury, zrozumiano?!
Wszyscy zebrani pokiwali głowami. Był z nimi Nando, bo Generał Sapowsca uparła się, żeby w grupie była jakaś osoba z jej Oddziału.
Kiedy dostali broń i potrzebne wskazówki, wsiedli do Jeepa i odjechali na zachód. Prowadził Nando bo jako jedyny znał dokładną drogę. W Jeepie było ciasno, było o jedną osobę za dużo.
Nikt się nie odzywał. Każdy skupiał się na opanowaniu nerwów. Lorreine miała jeden wielki supeł w brzuchu. Jedyną spokojną osobą wydawał się Nando. Nawet Percy nie był w stanie opanować nierównego oddechu i spływającego po czole potu. Mimo dosyć niskiej temperatury. Grunnie nie próbował rozbawić towarzystwa, a Greta wyjątkowo nic nie komentowała.  Dwadzieścia minut później wspinali się już pod górę. Jeepa zostawili bo nie był w stanie jechać dalej.
- Zaraz będziemy na miejscu. - Oznajmił Nando. - Za tym głazem już jest już bardzo niedaleko do szczytu. - Sapnął zmachany wspinaczką.
- Dzięki Bogu wybrali kryjówkę na niskiej górze.
W normalnej sytuacji Lore parsknęłaby śmiechem, ale teraz przeszkadzał jej w tym wielki supeł zamiast żołądka.
Wreszcie dotarli na miejsce. Szczyt góry był dosyć płaski i szeroki. Kompletnie pusty i szary sprawiał spokojne wrażenie. Nawet nie wiał wiatr. Nie było roślinności, mimo że na tej wysokości powinna jeszcze rosnąć. Lorreine wzięła głęboki oddech i uspokoiła się trochę. To miejsce nie wyglądało groźnie. W życiu nie powiedziałaby, że życie straciło tu tylu odważnych ludzi.
- Rozdzielić się i powoli sprawdzić teren. - Nakazał Percy. - Broń trzymać w pogotowiu, gdy coś znajdziecie, nieważne czy wydaje się wam niebezpieczne czy nie, zgłaszacie to mnie. Włączyć słuchawki.
Lore posłusznie wcisnęła w ucho słuchawkę dzięki, której mieli kontakt z Oddziałem.
- Halo, halo tu Generał Sapowsca, czy mnie słychać? - Wszyscy po kolei potwierdzili. - No to zaczynamy. 
Lore stanęła mniej więcej na środku góry i poszła przed siebie uważnie obserwując ziemię w poszukiwaniu czegoś co nie pasowało do reszty równocześnie wytężając słuch w obawie przed niebezpieczeństwem. Przez pięć minut nikt się nie odzywał. Kiedy dotarła do środka szczytu, szczególnie dobrze zbadała teren. Nic.
Usłyszała jak ktoś wciąga głęboko powietrze. To była Greta. Lorreine zobaczyła jak blada dziewczyna pochyla się nad ziemią.-Greto, czy wszystko w porządku? - Usłyszała w słuchawce głos Generał. Nie odpowiedziała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz