Siedzieli w ciszy do czasu aż Michael zakończył rozmowę.
- Dzwonił Kosecki. - Powiedział.
Kosecki był takim Polskim Michaelem; dowódzcą ruchu oporu w środkowej Europie.
- Powiedział, że narobiliśmy zamieszania, które w sumie nie przyniosło żadnych zysków ani strat. - Zamilkł na chwilę. Zastanawiał się jak przekazać in widomość. - Iker złapał trop polskiego ruchu oporu.
Jay wciągnął gwałtownie powietrze.
- Osobiście pojechał nadzorować śledztwo. - Kontynuował Worple. - Nie wiem czy wiecie, ale polacy są głównym trybem w tym wszystkim co robimy. Jeśli ich stracimy to koniec.
- Chcą żebyśmy tam pojechali? - Przerwała mu Liz.
Powoli pokiwał głową.
- Właśnie o tym chcę z wami porozmawiać.
- Jedziemy. - Powiedział natychmiast Grunnie.
- To nie takie proste - Zaczął Jay, ale przerwał mu Jasper:
- Michael, jak chronicie połączenia telefoniczne przed podsłuchaniem?
Mike spojrzał na niego zaskoczony.
- Mamy własne,ukryte linie, a co?
- Na czym polegał trop, który znalazł Iker? - Dopytywał Jasper.
- Nie wiadomo dokładnie. Nie mają aż tylu informacji. - Odpowiedział sucho. - Ale o co chodzi?
Blondyn podrapał się po głowie.
- Chodzi o to, że jeśli to waszą linię odkrył Iker, to jesteśmy martwi. - Powiedział powoli. Worple zrobił wielkie oczy.
- To nie jest potwierdzone. - Powiedział Cyryl.
- Ale jest prawdopodobieństwo, że możliwe. - Wtrąciła Charlie.
- Zbieramy się. - Zarządził Jay.
- Ale nie ma powod... - Zaczęła Izzy, ale przerwała jej syrena.
Michael zaklął pod nosem.
- Zabrać co najważniejsze i ruszać się! - Wrzasnął przekrzykując coraz głośniejszy sygnał.
Lore ruszyła biegiem na górę i pomogła Liz zapakować wszystkie papiery leżące na łóżku. Już miały schodzić gdy usłyszały przed domem strzał. Syrena umilkła.
- Wyjdźcie z uniesionymi rękami. - Rozległ się głos z megafonu. - Ale to już!
Lore dyskretnie podeszła do okna i aż syknęła gdy zobaczyła kto trzyma megafon.
- Co jest? - Spytała zaniepokojona Liz.
- Igor. - Odpowiedziała. Wyszły z pokoju na schodach wpadły na Jaspera, Grunniego i Robie.
- Do kuchni. - Zarządził ten pierwszy. Kiedy tam weszli był tam tylko Mike, Jay i Cyryl.
- Gdzie reszta? - Zapytała Liz.
- Gdzieś w domu. - Odparł nerwowo Worple.
- Co robimy? - Zapytał Jay.
- Na pewno się nie damy. - Powiedział Jasper.
Lore pokiwała głową.
- Gdzie jest reszta?! - Nerwowo zawołałJay. Trzęsły mu się ręce.
- Jestemy. - Powiedziała Charlie wchodząc z Izzy i resztą do małego pomieszczenia.
- Pomysły? - Zapytał Vane.
- Po pierwsze musimy się dostać do samochodów. - Powiedział Michael.
- Czyli trzeba odwrócić ich uwagę. - Dodał Grunnie.
- Nawet o tym nie myśl. - Mruknęła Robie.
- Nie zaczynaj znowu. - Odparł zdenerwowany.
- Wychodzić, albo przypuścimy atak! - Rozległ się głos z dworu.
- Pieprzcie się. - Odburknął Cyryl.
- Czyli plan jest taki... - Zaczął Jasper.
Gdyby Lore miała czas myśleć byłaby pod wrażeniem tego jak blondyn myśli w nerwowych sytuacjach. Ale ona w takich sytuacjach po prostu słuchała rozkazów. Teraz też miała taki zamiar. Wiedziałaby, że za nich wskoczyłaby w ogień.
Każdy ruszył w wyznaczoną stronę kiedy usłyszeli trzask rozbitych szyb.
Jednocześnie do domu wleciało kilka kul ognia. Drewniane podłogi, stare zasłony i meble od razu się zajęły.
- O cholera. - Mruknęła Lore. Z kuchni rozległ się krzyk. Chyba Izzy. Dzieeczyna już odwróciła się by pomóc koleżance gdy przypomniała sobie, że dostała zadanie. Jeśli go nie wykona wszyscy zginą.
Zawróciła do pokoju pana Kobyli w myślach dziękując opatrzności za to, że nie ma go w domu.
Wpadła do pokoju jak burza i zanurkowała pod łóżko. Wyciągnęła karabin i ruszyła do tylnego wyjścia. Zerknęła przez szybkę. Tak jak się spodziewali stała tam grupka Zamaskowanych.
Lore wzięła głęboki wdech i zakrztusiła się dymem. Płonęła już większa część domu.
Szybko znalazła drzwiczki dla psa i wystawiła karabin. Zaczęła strzelać. "Dzięki Bogu są tłumiki." Pomyślała pozbawiła czucia w nogach wszystkich strażników.
Wyszła i z zimną precyzją pozbawiła ich życia.
Szybko ruszyła do garażu, na wyrzuty sumienia przyjdzie czas później. Rozwaliła kłódkę i wsiadła do pierwszego z brzegu samochodu. Słyszała odgłosy strzelaniny z przed domu.
Przeładowała broń, odpaliła samochód i obejrzała się na dom. Ledwo się trzymał, cały w płomnieniach.
Ruszyła. Teraz przed nią najtrudniejsza część zadania.
____________________________________
Na początek przepraszam, że tak długo... Niestety w szkole mam dużo roboty i staram się utrzymać życie towarzyskie :P
Postanowiłam, że rozdział będę udostępniać co niedzielę choćby się paliło :)
Baaardzo ładnie proszę o komentarze bo zaczynam tracić wiarę w to, że ktoś to czyta... :c
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz