Lore myślała nad tym jak długo tu jest. Liczyć to na podtawie posiłków? Ile dni przeleżała nieprzytomna? Ile ją trzymali przed pierwszym przesłuchaniem?
W celi człowiek się nudzi, dużo myśli. Ale niektóre myśli trzeba odrzucić. Trzeba to zrobić bo inaczej zwariujesz. Nie wolno pozwolić by się rozprzestrzeniły, żeby zawładnęły umysłem. Wspomnienia, żale, miłości, wszystkie znajomości...
Igor często torturował ją radiem. Było coraz gorzej. Tak jakby Zamaskowani chcieli zmusić Oddział do działań. I może właśnie tak było? Jej oprawca nie dzielił się planami czy filozofią swojej grupy.
Igor. Znowu pojawił się w jej myślach, razem ze łzami bólu, wstydu i upokorzenia. Nie miała już siły go nienawidzić. Chciała się tylko wydostać z piekła...
Usłyszała jak krata celi obok się otwiera. Słyszała jak strażnicy wtaczają więźnia i jak go kopią wychodząc.
Z tego co się dowiedziała z wczorajszej rozmowy był tu od wielu dni. Na imię ma Marco. Jest przenoszony z celi do celi bo boją się, że coś knuje. Lore widziała go przez kraty gdy wlokli ją do Igora. Miał ciemne włosy i był bardzo drobny. Mógłby być w wieku jej ojca.
Ojca... Znowu łzy napłynęły jej do oczy. Nie miała pojęcia czy jej rodzina żyje. Słyszała jak strażnicy rozmawiają o ucieczkach w Oddziale Międzynarodowym, ale czy jej przyjaciele się uratowali? Czy ich ciała zawisły przy budynku Oddziału jako ostrzeżenie?
- Dzisiaj nie było tak źle. - Usłyszała pomruk zza ściany. Nie mogła się nadziwić jakie są cienkie...
- Jeszcze żyjesz. - Odparła.
- Ktoś musi pomóc ci uciec. - Odparł głos. Mówił z bardzo wyraźnym, włoskim akcentem.
- Co tu robisz? - Zapytała wprost.
- Dowodziłem grupą Wyklętych na południu Europy. - Wyjaśnił zmęczonym głosem. - Uznali mnie za więźnia priorytetowego, więc przewieźli tutaj.
Zapadło milczenie. Po długiej chwili znowu się odezwał:
- Widziałem cię dzisiaj jak przechodziłaś obok mojej celi. Wydajesz się taka delilatna... - Zawiesił głos. - Przypominasz mi moją córkę. Tak mogłaby wyglądać gdyby dożyła tylu lat co ty.
Nie wiedziała co odpowiedzieć. Przykro mi brzmiał głupio...
Znowu zapadła cisza.
- Po co cię tu trzymają? - Zapytał w końcu ciękim głosem
- Jestem siostrą Michaela Worpla. - Odparła.
W momencie gdy skończyła mówić rozległ się alarm.
- Może twój brat po ciebie przyszedł. - Powiedział poważnie.
***
- Rusz się Liz bo wojna zdąży się skończyć zanim stąd wyjdziemy. - Mruknął Grun.
- Trzeba było iść jako pierwszy, cymbale. - Prychnęła zirytowana.
- Zamknąć się. - Uciszył ich Jasper. - Wszyscy was usłyszą!
Szli, a właściwie czołgali się w kanałach. Jay znalazł niestrzeżone wyjście ukryte w damskiej toalecie. Miała tam na nich czekać ich "Wtyczka". Jeden z informatorów Michaela.
Już dawno stracili orientację jak długo tkwili w tej ciemności. Humory mieli coraz gorsze, schodziło z nich napięcie związane z ich zadaniem, aż nagle trafili na właz.
Liz ostrożnie go przesunęła i wyjrzała.
- Dobra. Chodźcie. - Powiedziała i wyszła. Za nią Jasper, Robie i Grunnie. Reszta została w domu pana Kobyli.
Tak jak było w planie czekała na nich bardzo wysoka i bardzo krótko ścięta Zamaskowana.
- Przebierzcie się szybko. - Poleciła matowym głosem rzucając im ciuchy. A właściwie szmaty.
- Co to? - Zapytała Liz wkładając powyciąganą koszulkę. - Strasznie cichnie.
- Macie wyglądać na moich więźniów. - Odparła sucho.
Kiedy wszyscy wyglądali odpowiednio nędznie wyszli z toalety. Szli jeden za drugim, Zamaskowana na końcu.
- Prowadzisz ich sama, Agnes? - Rozległ się głos zza ich pleców.
- Tom i John byli ze mną, ale Igor ich wezwał. - Odparła spokojnie Zamaskowana.
- To dziwne... - Powiedział Zamaskowany w zielonej masce. - Właśnie widziałem Toma jak gra w karty z Johnem i Igora, który poszedł odespać sesję z siostrą zdrajcy. - Jego ton był złośliwy.
Agnes zesztywniała a wszystkich sparaliżowało na chwilę ze strachu. Wpadli. To koniec.
- Straaż! - Zawołał facet i rozległ się strzał. Jasper obejrzał się. To Robie miała wyciągnięty pistolet.
- Oszalałaś?! - Pisnęła Agnes gdy Zamaskowany padł na ziemię.
Na korytarz wybiegło pare Zamaskowanych patrząc na nich zaskoczonym wzrokiem.
Potem włączył się alarm.
wtorek, 10 września 2013
Rozdział jedenasty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz